Piegi - Hot or Not?


Niektórzy twierdzą, że piegi są sexy. Jeżeli jesteś ich posiadaczką i w tym momencie na Twojej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia - koniecznie powinnaś kontynuować czytanie mojego dzisiejszego wpisu. Chociaż moje Drogie Pieguski, zdradzę Wam pewną tajemnicę.. Sama jestem posiadaczką "kilku" z nich i osobiście uważam, że są urocze :) A więc hot or not to kwestia gustu i indywidualnego podejścia. Jedno jest faktem piegi można zaakceptować i pokochać, czego niestety z pewnością nie można powiedzieć o innych zmianach pigmentacyjnych. Dlatego dzisiaj opowiem Wam o skutecznej kuracji depigmentującej, ale zanim do tego przejdziemy krótko na temat...

DLACZEGO POWSTAJĄ PRZEBARWIENIA

Pamiętacie może dłonie swoich kochanych babć, które o każdej porze dnia i nocy były skłonne do ulepienia najlepszych na świecie pierogów? Z pewnością prócz ich pracowitości i zręczności dostrzegłyście także małe, jasne lub ciemnobrązowe przebarwienia, które fachowo nazywane są plamami soczewicowatymi. Dlaczego się pojawiły? Z powodu wieloletniej ekspozycji na promieniowanie UV, stąd ich potoczna, niezbyt ładna nazwa, plamy starcze. Plam soczewicowatych możemy się także nabawić w wyniku ostrego poparzenia słonecznego, jednak mogą one mieć również charakter wrodzony. Prócz na dłoniach występują także na plecach, dekolcie oraz twarzy. Kolejnym rodzajem przebarwienia o którym będzie dzisiaj mowa jest ostuda zwana także melasmą. Jak możemy ją rozpoznać? Jeżeli zauważyłaś u siebie na czole lub policzkach symetrycznie występujące plamy o brązowym zabarwieniu to na 99% masz do czynienia właśnie z nią. Dlaczego powstaje? Przyczyn jest wiele. Zaczynając od nadmiernej ekspozycji na UV, poprzez zawirowania gospodarki hormonalnej, kończąc na stosowaniu niektórych leków, ziół oraz kosmetyków światłouważliwiających.

MOJA WINA Na większość przebarwień, które pojawiają się na naszej skórze zapracowujemy sobie same. Wiele godzin leniuchowania na słońcu, nieodpowiednia ochrona przed UV, plus wyżej wymienione okoliczności... wówczas nasze komórki barwnikowe-melanocyty produkują zbyt dużą ilość melaniny (barwnika) i ot mamy tego konsekwencje! A więc Drogie Panie bijemy się w pierś i powtarzamy "Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina". No dobrze, ale...

Co teraz zrobić? Dzisiaj opowiem Wam o kuracji, która na dzień dzisiejszy jest numerem 1 w leczeniu przebarwień. Na własne oczy widziałam efekty...Mowa tutaj o Cosmelanie. Zaatakuję Was teraz troszkę teorią... Działanie tego zabiegu oparte jest na hamowaniu aktywności tyrozynazy czyli kluczowego enzymu odpowiedzialnego za produkcję melaniny, a to jak już wiecie właśnie jej patologiczna miejscowa kumulacja odpowiedzialna jest za nasze przebarwienia. Cosmelan to prawdziwa wisienka na torcie wśród wszystkich kuracji wybielających, dzięki obecności takich składników jak kwas fitowy, kwas kojowy czy arbutyna. No dobrze, dobiegamy do końca i musicie wiedzieć o jednym...Wasze przebarwienia prawdopodobnie znikną, natomiast jezeli Waszym najlepszym przyjacielem - takim od serca nie pozostanie filtr przeciwsłoneczny to koszmar z pewnością powróci...

Obecny post
Ostatni post